Życie Pi

7496500.6.jpg

„Pi” opowiada ją wścibskiemu dziennikarzowi i właśnie owo „opowiadanie” – inny wielki temat Martela – jest dla Anga Lee esencjonalne. Jego film jest najsłabszy, gdy przychodzi do cokolwiek akademickich rozmów i banalnych monologów bohatera na temat trudnej sztuki narracji. Kwitnie z kolei, gdy reżyser daje przemówić obrazom. W swoich najlepszych partiach jest to manifestacja żywiołu filmowej epiki i tour de force operatora Claudio Mirandy. czytaj dalej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *