Whitney

7847336.6.jpg

Nie ma tutaj wyroków, niewiele jest oskarżeń, dwie godziny filmu upływają w okamgnieniu – na rozmowach, rekonstrukcji, przyglądaniu się wąskim kontekstom rodzinnym i szerokim – społecznym. Zamiast odreżyserskiego komentarza dostajemy dynamiczne ciągi montażowe – prywatne materiały wizualne samej Whitney mieszają się z audycjami telewizyjnymi, fragmentami koncertów, zdjęciami „z epoki”, a w miarę pęcznienia bańki traumy i rozczarowania także i one zaczynają „pękać”, rozpadać się na kawałki. Muzyka bezszelestnie splata się z obrazami, daje wgląd w prywatne emocje, ale także – w „czucie” całej kultury. czytaj dalej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *