Volta

7791662.6.jpg

Po rozczarowującej „Ambassadzie” Juliusz Machulski postanowił wrócić do korzeni. W „Volcie” reżyser sięgnął po gatunek filmowy będący jego specjalnością już od czasów debiutanckiego „Vabanku”. Mowa o tzw. caper story, czyli sensacyjnej opowieści o wielkim przekręcie. Konstruując fabularną szaradę według hollywoodzkiej receptury, twórca „Kilera” przyrządza na jednym ogniu dwie dodatkowe pieczenie. W zamian za pomoc w dopięciu budżetu filmu promuje na ekranie miasto Lublin, które w tym roku obchodzi 700-lecie istnienia. Ponadto pod płaszczykiem kina rozrywkowego Machulski przemyca tyleż prześmiewczą co gorzką diagnozę polskiego społe… Wróć, „swołoczeństwa”. czytaj dalej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *