Spectre

7722581.6.jpg

Można mieć poczucie, że dopięcie serii przez Mendesa to zaledwie ćwiczenie z powrotu do źródeł. Choć nie jest to zwieńczenie, o jakim marzyliśmy, udana implementacja „starego” ani przez chwilę nie daje wrażenia, że to tylko pastisz. Przewrotny finał redefiniujący frazę „licencja na zabijanie” świadczy o tym, że Mendes nie jest w „Spectre” zakładnikiem tradycji – kopię swego filmowego listu miłosnego wysłał także w przyszłość. Tradycja nie została wezwana na daremno i z pełną mocą przygrywa dekadenckiej, ale wolnej od goryczy, elegii. czytaj dalej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *