Gdybym tylko tu był

7629654.6.jpg

„Gdybym tylko tu był” pozbawione jest scenariusza – takiego, w którym jest początek, rozwinięcie i zakończenie, kompozycja, rytm i spójność. Jego miejsce zastępują pojedyncze dobrze napisane sceny, które reżyser stara się połączyć w spójną całość. Między nimi świszczy dramaturgiczna pustka zagłuszana jedynie przez muzykę. I to ona jest jednym z najmocniejszych elementów filmu – indie rockowe kawałki, które wykorzystuje w swym filmie Braff, nie tylko wpadają w ucho, ale pozwalają przetrwać momenty, gdy zupełnie siada tempo opowieści. czytaj dalej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *